Co prawda obroty handlu w Polsce rosną – wpływa na to m.in. 5-procentowe tempo wzrostu gospodarczego i dziesiątki miliardów złotych z tzw. „socjalu”. Środki te wydajemy zwykle w sklepach, np. elektronicznych. Nie jest to jednak wynik ograniczenia handlu w niedziele.

Z licznych analiz wynika, że drobny handel to największa ofiara tej ustawy. Symboliczne niedzielne obroty nie rekompensują strat z piątków i sobót, gdy potentaci handlu, jak np. dyskonty, przemawiają do klientów promocjami itd. Zeszłoroczny wzrost obrotów giganta, sieci Biedronka, był ok. trzykrotnie wyższy od przeciętnego wśród sklepów o powierzchni do 300 m2.
PiS zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Wszystkie fakty i statystyki, a także raport Biura Analiz Sejmowych, z którego wyraźnie wynika zła sytuacja ekonomiczna małych sklepów. Dalszy zakaz i zaostrzanie ograniczeń przyniesie jeszcze bardziej dotkliwe skutki. Jesteśmy zatem jakby w ślepym zaułku – co prawda raporty i opinie ekonomistów i ekspertów nie robią na PiS wrażenia, ale wyrazy niezadowolenia społecznego owszem.

Tym bardziej, że niedługo wybory i wszelkie takie sygnały nie są im na rękę. Większość Polaków nie jest zadowolona z zakazu handlu – już aż trzech w miesiącu, a w przyszłym planowane są już wszystkie, jedynie z wyjątkami przed świętami.
Sondaże z końca 2018 roku wyraźnie pokazują, że większość Polaków chciałaby, aby wszystkie niedziele były handlowe – w tym nawet około 40 proc. zwolenników PiS. Nawet premier, Mateusz Morawiecki, w wywiadzie dla TVN24 przyznał, że ustawa, której celem było wsparcie drobnych przedsiębiorców w handlu, przynosi raczej odwrotne od spodziewanych efektów.
Zapowiedział, że w planach PiS jest debata na ten temat – w planie nie ma co prawda wycofania ustawy, ale może jest szansa na powrót dwóch niedziel handlowych w miesiącu?

KWK, foto:Pexels/Pixabay